Turystyka i misie

Tak, prosta pioseneczka, ale jaka życiowa. Kiedy wybieramy się w podróż, szczególnie z małym dzieckiem, nie możemy zapomnieć o ukochanej zabawce czy szczęśliwej kokardce. Turystyka i misie to dwie zbieżne do siebie sprawy. Wtedy na nic się zda nawet najbardziej atrakcyjnie wycieczka- dziecku turystyka nie jest tak potrzebna egzystencji jak najbardziej wyświechtany, zabrudzony, zniszczony, ale swój miś. Z nim nawet będąc na kilkunastodniowej wycieczce, tysiące kilometrów od domu, w samolocie, w pociągu czy u cioci Heli, będzie mieć kawałek domu zawsze przy sobie, przez co nie będzie się czuło tak obco na nieznanym terenie.

Ale nie tylko dzieci na czas podróży zabierają coś ze sobą. Również dorośli, których pociąga turystyka tak robią. Nie musi być to oczywiście miś, choć znam dziewczynę, która wozi ze sobą na wszystkie wycieczki pluszaka otrzymanego od mamy. Niektórzy maja przy sobie breloczek, który przynosi szczęście, ulubione kolczyki, skarpetki, które zawsze zakładają podczas podróży samolotem, czy medalik z komunii. Ważne, żeby przypominało dom. Ja sama, gdy wyjechałam na kilka miesięcy, nosiłam przy sobie wielką zielona torbę na ramię, nawet gdy szłam tylko na spacer. Dlaczego tę torbę? Przecież miałam mniejsze i poręczniejsze. Ale ta jedna miała naszyta na boku maleńka flagę Polski, więc nie tylko była sentymentalną pamiątką, ale tez pokazywała innym w subtelny sposób, skąd pochodzę. A jeśli ktoś nie bardzo lubił Polaków, nie było tego widać. Bo przecież nie każdy zna się na flagach wszystkich krajów świata ;).